Dalej w temacie przesady w rozwoju. Dziś zatrzymały mnie przyczyny. Łatwo zauważyć efekty, o których jeszcze napiszę, trudniej zidentyfikować przyczynę – a to właśnie tam kryje się odpowiedź PO CO?
Po co Ci tak wiele zmian i modyfikacji?
Po co tak wiele rzeczy na raz i na tylu frontach?
Po co teraz i po co w ogóle?

Nie wyczerpię listy, tu liczę na Was, ale to z czym szczególnie spotykam się u siebie i bliskich to pięć poniższych aspektów:

Nierównowaga życiowa
Osobie, która poświęca ponad 1/2 swojego wolnego czasu na rozwijanie i zmiany zapytałabym – gdyby nie to, czym wypełniłbyś/abyś ten czas? Co byś robiła, gdyby nie było Cię na tym kursie/warsztacie/webinarze/coachingu/terapii itp.? Gdzie byś była? Moją odpowiedzią za czasów przedawkowywania byłoby – W sumie nie miałabym nic innego do roboty, tzn. musiałabym stworzyć sobie coś, jednak po tym zostałaby wielka wyrwa. Rozwojowanie weszło w krwioobieg. Bez ustanku. Cały czas.
Naturalnie, rozwój to drugie imię człowieka, to zdrowy proces. Jednak, gdy dla kogoś staje się to sposobem na życie powinna zapalić się czerwona lampka pt.: czy aby nie zapełniam jakiejś ważnej pustki w moim życiu galopem rozwijania siebie? Czy nie staje się to niepostrzeżenie moim mechanizmem obronnym pt.: jak już tylko przepracuję tę kwestię, będę mógł zacząć w końcu naprawdę żyć?

Poczucie wstydu – uporczywe rozwijanie się może płynąć z poczucia, że zawaliło się coś w swoim życiu. Gdy czuje się, że dało się ciała w jakiejś kwestii ważnej dla siebie, że jakoś przekroczyło się swoje własne normy, zamiast naprawić w miarę możliwości punktowo daną kwestię, naturalne poczucie winy zaczyna zamieniać się w poczucie wstydu za samego siebie, rozprzestrzenia się i generuje pęd do generalnego naprawiania siebie.

Rana w obrębie poczucia wartości lub samooceny – na czym polega różnica między jednym a drugim? Mówiąc może niezbyt fachowo ale prosto – swoją wartość możesz odkryć, bo ktoś ją w Tobie dostrzegł za sam fakt że Ty to Ty (wielu z nas ma to szczęście że był to rodzic). Samoocena to to, jak szacujesz swoje możliwości pod różnymi względami. Mówiąc metaforycznie poczucie wartości jest jak drzewo, które ktoś zasiał. Jest wartościowe, ponieważ jest drzewem a nie czymkolwiek innym. Jest wartościowe również dlatego, że wydaje taki owoc a nie inny. Samoocena natomiast jest jak ilość owoców, które to drzewo wydaje. A wszystko to dzieje się w oku człowieka, który je zasiał, to on dostrzega lub nie jego wartość i to on szacuje, przeszacowuje lub niedoszacowuje na ile dana ilość owoców jest wystarczająca.
Osoby z raną w którymś z tych dwóch miejsc są narażone na przerozwojowanie. Wydaje się, że można tym sposobem podnieść zarówno swoją wartość jak i samoocenę, zwłaszcza w oczach innych (w tym „siewcy”). Jednak nadmierny rozwój działa na te parametry przeciwskutecznie. Daje złudzenie pięcia się w górę, a naprawdę stanowi mechanizm obronny przeciwko stanięciu oko w oko z prawdą – i skonfrontowaniem się z tym, że bardzo marnie oceniam to, że jestem np. krzakiem porzeczki, nie wspominając o tym jak mało w swojej ocenie owoców wydaję..

Nieukształtowana tożsamość – człowiek może przerozwojowywać się, gdy nie za bardzo wie kim jest, kim chce być. To może być naturalny proces zwłaszcza w młodszym wieku, ale zaczyna być niepokojący jeśli zaciąga się w lata, a rozwojowanie tylko go potęguje. Bardzo prywatnie powiem, że mam coraz głębsze przekonanie, że tożsamość kształtuje się głównie na bazie doświadczeń życiowych, tych momentów w życiu gdzie jesteśmy aktorami wydarzeń a nie jego obserwatorami. W rozwoju wszak najczęściej jesteśmy w metapozycji i zastanawiamy się nad swoim życiem (wyłączając różne doświadczenia tu i teraz w relacji leczącej itp.).

Brak sensu/misji w życiu – myślę, że przerozwojowanie może sprytnie zapełniać pustkę egzystencjalną. Pustkę po braku sensu, braku ogólnego planu czy misji życiowej. Może się wydawać, że właśnie samorealizacja nią jest. Sądzę jednak, że dojrzałość polega na tym, że człowiek w pewnym momencie pragnie przekroczyć siebie i zacząć koncentrować się na „świecie”. Praca nad sobą przestaje być celem samym w sobie a raczej staje się skutkiem ubocznym różnych innych działań. Człowiek już nie potrzebuje ciągle skupiać się na sobie, bo jest zadowolony z tego jakim jest drzewem, adekwatnie szacuje swoją ilość owoców i skupia się na obdarowywaniu nimi innych…

Jakie widzicie inne przyczyny, dla których ludzie przejawiają kompulsywny rozwojowy pęd?