„Dlaczego czas biegnie nam coraz szybciej, dlaczego coraz mniej go mamy?
Winna jest nasza kultura. Kultura celów. Cel traktowany jest jak święta krowa. Zastępuje sens. Już 5 letnie dzieci pytamy: Czy masz jakieś cele? A jeśli nie, to my – rodzice – ci je postawimy. Będziesz chodził na basen, naukę hiszpańskiego, aikido, cokolwiek żebyś tylko nie marnował czasu. Tak się dzieje z lęku” (Piotr Fijewski)

Dziś byłam na grupie roboczej w ramach Studium Coachingu MLC, którego jestem uczestniczką. Ćwiczyliśmy kilka technik w tym „DSC” – czyli mądry skrót od dobrze sformułowanego celu. W tym ćwiczeniu byłam klientem – tak akurat wypadło. Gdy koleżanka zadała mi pytanie: „To nad czym chcesz pracować? Jaki jest Twój cel?” poczułam irytację, wręcz złość! Znowu te cele! Ciągle przed oczami cele. Wszędzie słyszę zapotrzebowanie na cel. Kto nie ma celów jest w jakiś sposób wybrakowany, nieświadomy, nie pracuje nad sobą, jest mało sprawczy lub niezdecydowany…
Zgodnie z cytatem, który mnie zainspirował, często czuję że ludzie biorą na siebie wiele celów – z lęku – z lęku, żeby dorównać, być na bieżąco, nie odstawać, iść z prądem, „nie wypaść z obiegu”.. Celami można się też nieźle dowartościować.. Byciem zajętym można się dowartościować. Jednak jeśli to wszystko ufundowane jest na lęku – to tak naprawdę nie wiadomo czy cele które się realizuje są adekwatne do danej sytuacji, do danych potrzeb, stanu psychiki i ducha osoby. 
W tym kontekście lęk to niezbyt dobry doradca, przeciwnie to ktoś kto nieżyczliwie popędza i depcze po piętach, nie zważając na to, czy to co chcemy „osiągnąć” jest rzeczywiście potrzebne, AUTENTYCZNE.
Oczywiście moja irytacja na dzisiejsze pytanie nie wzięła się znikąd. Ja też bywam „prze-celowana”. Zbyt dużo „celowania” (tu warto wyobrazić sobie strzałę lecącą do celu) generuje „zaślepienie”, brak widzenia peryferyjnego, tego co mnie otacza…
Tryb „strzały do celu” jest bardzo użyteczny, ale utrzymywanie siebie w tym trybie przez długi czas drenuje wewnętrznie.. Sens kompletnie odkleja się od człowieka, odkleja się ode mnie..

„W końcu celów jest za dużo, a każdy z nich generuje zadania. W efekcie większość naszego czasu realizujemy jakieś zadania. Jadąc samochodem myślimy o tym, co mamy zrobić, mielimy potencjalne wydarzenia w głowie jak w pralce automatycznej (…) tak czy inaczej jesteśmy totalnie nieobecni. A potem wracamy do domu, JAK TAKA SKORUPA BEZ WNĘTRZA. I co wtedy robimy? Coś co w naszym ośrodku nazywaliśmy kiedyś alokacją bezkierunkową. ZABIJAMY TĘ PUSTKĘ. Włączmy telewizor, skaczemy po kanałach, siadamy do komputera, objadamy się – WSZYSTKO BYLE TYLKO NIE BYĆ, bo bycie oznaczałoby zderzenie się z pustką. Dla mnie stres jest formą nieobecności we własnym życiu.” (P.F.)

Skorupa bez wnętrza mnie zabiła. Czy doświadczyliście kiedyś stanu, który by to przypominał?
Mi się zdarza – i to w momentach „prze-celowania”. Posiadanie celów – zakłada posiadanie swoich „skarbów” ciągle hen przed sobą, szczęście i spełnienie stale jest niedostępne. Więc co począć z drogą do celu? No właśnie trzeba ją jakoś bezkierunkowo alokować.
Czemu bezkierunkowo?
Bo do cholery każdy ma swój limit kierowania i „zarządzania” sobą.
W końcu trzeba wyluzować – przy czym luzowanie po 14h myślenia o celach zmienia się w odpływanie od siebie..uciekanie od siebie (można powiedzieć: „nic dziwnego!”).
Wtedy ratunkiem często okazuje się facebook – król alokacji bezkierunkowej 🙂
A co jak już się w końcu osiągnie jakiś cel? Człowiek próbuje odpocząć „na zapas”, „nachapać się” spokojem, serialami, wycieczkami, czasem z rodziną, a potem kolejny cel – amplituda odpoczynku i stresu o olbrzymich wychyleniach. Zbyt wielkich. Mało kogo na to „stać”, stąd nieraz organizm sam musi dopomnieć się o swoje nieraz dość dramatycznie…

Pamiętam jak w trakcie mojej szkoły trenerów dramy mieliśmy za zadanie pokazać ciałem jak wyglądamy, kiedy jesteśmy kompletnie wyczerpani, utrudzeni. Następnie osoba z pary miała odrysować nasze ciało na dużej płachcie papieru. Dalej każdy malował „wnętrze” swojego utrudzonego człowieka – to, co się w nim kłębi, kiedy pada na twarz z wycieńczenia. Moje dzieło załączam poniżej. Kiedy zobaczyłam co stworzyłam, szczerze się wzruszyłam. Na własne oczy zobaczyłam „jak życie ze mnie ucieka”, jak dużo we mnie pasji, miłości i energii, która wypływa, marnuje się – kiedy jestem „prze-celowana”. Gdy to zobaczyłam obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie doprowadzę siebie do takiego stanu. Generalnie się udaje. 

„Obecność bardzo spowalnia czas, a zarazem karmi emocjonalnie. Trzeba dać sobie na to czas” (P.F.)

Do obecności dodałabym: autorefleksję, długi spacer z samym sobą i modlitwę.